
Tytuł: Niebo na własność
Autor: Luke Allnutt
Tłumaczenie: Grażyna Woźniak
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 18.07.2018 r.
Jack jest oczkiem w głowie rodziców, źródłem ich szczęścia i rodzinnej harmonii. Gdy ma trzy lata, zaczyna zachowywać się niepokojąco. Pojawiają się problemy z utrzymaniem równowagi i mówieniem. Nieśmiałe podejrzenia zmieniają się wkrótce w diagnozę – Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Zdesperowani i wyczerpani rodzice powoli oddalają się od siebie i kłócą, zamiast wspierać. Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Poruszający obraz tego, jak bolesne doświadczenia najpierw doprowadzają do rozpaczy, a potem dają nadzieję, by ponownie zrzucić w otchłań cierpienia. Jednak nawet w najbardziej zdruzgotanym sercu może odrodzić się nadzieja.
Rob to młody mężczyzna, który właśnie kończy studia. Jest specem od komputerów i potrafi na nich zrobić dokładnie wszystko. Jego marzeniem jest wydanie na świat swojego pomysłu dotyczącego map, w telefonach komórkowych. Na imprezie urodzinowej Loli, jego koleżanki, poznaje Annę, która przyjaźni się z solenizantką. Od tamtej pory są praktycznie nierozłączni, wszystko robią razem. Po krótkim czasie już wiedzą, że chcą spędzić ze sobą całe życie. Po studiach Anna dostaje pracę, a Rob spełnia swoje marzenie dotyczące map, mimo, że nikt w niego nie wierzył. Do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka, o którym to do tej pory w ogóle nie myśleli. Po spontanicznej rozmowie oboje uznają, że jednak chcieliby je mieć. Nie jest to jednak tak proste, jak mogłoby się wydawać. Po dwóch poronieniach, Anna nie liczy już na cud. Jednak on się dzieje. W końcu udaje się dotrzymać ciążę i na świecie pojawia się Jack. Rodzice jednak nie mogą cieszyć się pełnią szczęście. W wieku pięciu lat u Jacka zostaje wykryty rak mózgu i od tej chwili zaczyna się walka o jego życie. Przyznam wam, że z bohaterami tej powieści polubiłam się od samego początku. Nie są oni sztuczni czy nierealni, ale prawdziwi i wyraziści. Czytając ich smutną historię ma się wrażenie, jakby się było obserwatorem, jakby działo się to tuż obok nas, a nie było spisane na kartkach papieru. Już dawno nie spotkałam się z tak dobrze nakreślonymi postaciami.
Mimo tego, że początek książki, kiedy to Rob i Anna się poznają, jest bardzo krótki, to dla mnie niezmiernie ważny. To od tego wszystko się zaczęło. To dzięki przypadkowemu poznaniu, narodziła się wielka miłość. I przyznam, że ten wstęp do dalszej historii, niesamowicie ujął mnie za serce. Rzadko kiedy się zdarza, że ludzie się poznają i już wiedzą, że są dla siebie stworzeni. Może Anna nie do końca o tym wiedziała, ale Rob już tak. Jak zazwyczaj nie lubię, kiedy uczucie między bohaterami rozkwita zbyt szybko, tak tutaj jest to urocze i pasuje wręcz idealnie. Zwłaszcza, że dalsza część powieści jest bardziej ważna, niż ta początkowa.
Czy ktoś kiedykolwiek nie wzruszył się czytając książkę, która mówi o chorobie dziecka? I to jeszcze tak ciężkiej, jaką jest rak mózgu? To temat dla mnie niezwykle odległy, ale nie znaczy, że nie myślę czasami o ludziach, którzy muszą to przeżywać. Najgorzej jest wtedy, gdy ktoś już myśli, że wszystko jest na dobrej drodze do wyleczenia, a przewrotny los nie daje nam jednak tego szczęścia. Musicie wiedzieć, że w tej pozycji nic nie jest pewne, nawet miłość, która miała przecież trwać na zawsze. W czasie choroby, ludzie często nie potrafią się dogadać. Czasami każdy chce przeżyć swoje cierpienie osobno i druga osoba wydaje się zbędna. Niektórzy po prostu uciekają w głąb siebie i odsuwają się od swojej drugiej połówki. Jedni wierzą, w drudzy tą wiarę już stracili. Dlatego uważam, że to jest właśnie powieść o tym, żeby nigdy nie przestawać wierzyć. W lepszy dzień, w lepsze jutro, w drugiego człowieka. Bo na tej właśnie wierze, opiera się cały świat.
Na początku się zdziwiłam, że tego typu powieść napisał mężczyzna. Zazwyczaj łzawe historię, które zawierają w sobie wątek poważnej choroby dziecka, są domeną kobiet. Cieszę się jednak, że Luke Allnutt zdecydował się napisać tą powieść. Jest piękna, wzruszająca i do bólu prawdziwa. Dużym plusem jest tutaj to, że wszystko jest opisane z perspektywy Roba. To daje nam wgląd na to, że ojciec cierpi równie mocno co matka, kiedy jego dziecku dzieje się krzywda. Owszem bałam się trochę, że nie będzie potrafił się w to wczuć, że wszystko potraktuje po łebkach, ale czegoś takiego na szczęście nie było. Wręcz przeciwnie, uważam, że to jest najbardziej emocjonująca powieść tego roku! Wątpię, żeby cokolwiek było wstanie przebić "Niebo na własność". Jeżeli chodzi o ten właśnie gatunek, to jest zdecydowanym zwycięzcą. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że ta książka plasuje się w pierwszej trójce najlepszych, jakie przeczytałam w całym moim życiu.
"Czasami doświadczamy miłości w najbardziej nieoczekiwanych chwilach. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak łatwo mogą kogoś rozczulić."
Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Komentarze
Prześlij komentarz