
Tytuł: Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara
Reżyseria: Joachim Rønning, Espen Sandberg
Premiera: 26 maja 2017 rok (Polska)
Nikczemny kapitan Salazar (Javier Bardem) wraz ze swoją załogą piratów-zjaw ucieka z Diabelskiego Trójkąta i poprzysięga zemstę na wszystkich piratach. Nieuniknionej zagładzie próbuje zapobiec Jack Sparrow (Johnny Depp). Dowódca "Czarnej Perły" wyrusza w podróż, by odnaleźć Trójząb Posejdona, mistyczny artefakt dający władzę nad morzami, i użyć go w walce przeciwko Salazarowi.
Po sześciu latach przerwy, znowu możemy zobaczyć na ekranach kin przygody Kapitana Jack'a Sparrow'a. Patrząc wstecz nie możemy uwierzyć, że poprzednia część wyszła tak dawno temu, a wszystkie przygody niesfornego kapitana trwają już prawie 15 lat. Muszę przyznać, że przez pewien okres myślałam, że to już koniec przygód karaibskich piratów. Jednak niektóre wątki wydawały mi się niedokończone lub całkowicie o nich zapomniano. Dlatego, gdy tylko dowiedziałam się o tym, że jeszcze jeden film z tej serii trafi o kin, postanowiłam, że obejrzę go tak szybko, jak tylko będę mogła. Dotrzymałam tego postanowienia i tym sposobem, w czwartkowe święto wylądowałam w kinie, wstrzymując oddech. Nie byłam pewna, czy poczuję tą magię, która towarzyszyła mi przy poprzednich częściach.
Johnny Depp jest jednym z nielicznych aktorów, z którymi nie potrafię się nudzić. W każdy swój film wkłada dużo serca i za każdym razem widać jego niezaprzeczalny talent aktorski. Poznałam go lata świetlne temu i o tej pory śledzę jego karierę, oglądając coraz to nowsze filmy. Postać Kapitana Jack'a Sparrow'a zna już na pamięć i wciela się w niego idealnie. Mimikę twarzy ma idealną, a jego głosu mogłabym słuchać godzinami. W tej części nic się nie zmieniło i swoją rolę odegrał perfekcyjnie. Spotykamy jeszcze drugiego znanego nam już z tej serii aktora, a mianowicie Geoffrey'a Rush'a, który wciela się w rolę Kapitana Hector'a Barbossy. W tym przypadku również nie zawiodłam się na grze aktorskiej. On również wie, jak odgrywać swoją postać i robi to niezaprzeczalnie dobrze. Poznajemy również Kapitana Salazara. W jego rolę wciela się Javier Bardem. Tutaj moje zdanie jest podzielone. Poczułam jego niechęć od wszystkich piratów, ale nie poczułam tej szczególnej nienawiści do Sparrow'a, która miała się tutaj pojawić. Można powiedzieć, że wszystkich traktował tak samo i to mi się niestety nie spodobało. Brenton Thwaites dobrze odegrał rolę młodego Turnera i zastępcę swojego ojca, którego chce uratować, a Kaya Scodelario inteligentną Carinę Smyth, którą wszyscy uważają za czarownicę.
To co najbardziej lubię w tej serii, to przygoda, która nigdy się nie kończy i ciągłe zastanawianie się, co będzie dalej. W Zemście Salazara wszystko to mamy, ale jakby w mniejszym stopniu. Ciągle miałam wrażenie, że wszystko było zrobione po to, żeby zakończyć już losy Kapitana Jack'a Sparrow'a. Widać było, że reżyserzy chcą zakończyć wszystkie wątki i pożegnać nas z tą historią. Niestety jak dla mnie było to za bardzo widoczne. Nie jest to już ten sam poziom co wcześniej, zabrakło dla mniej tej większej nuty tajemniczości, która zawsze mi towarzyszyła. Nie mniej jednak historia sama w sobie jak najbardziej mi się podobała. Było ciekawie i niezaprzeczalnie dobrze. Nie jest to zlepek poprzednich części tylko coś całkiem innego. I oczywiście był humor, za który kocham te filmy. To właśnie on mnie najbardziej do nich przyciągnął i cieszę się, że został do samego końca. Dlatego jeżeli lubicie te filmy, to musicie wybrać się do kina. Na pewno się na nim nie zawiedziecie.
Ocena: 8/10
Komentarze
Prześlij komentarz