
Autor: Mia Asher
Wydawnictwo: Szósty zmysł
Premiera: 15.11.2017 r.
Wystarczyło jedno spojrzenie. Jestem oszustką. Jestem kłamczuchą. Moje życie to jeden wielki bałagan. Kocham mężczyznę. Nie, kocham dwóch mężczyzn. Tak sądzę. Jeden z nich odwzajemnia to uczucie. Drugi sprawia, że płonę. Jeden jest moją opoką. Drugi – kryptonitem. Jestem załamana, zagubiona i zniesmaczona samą sobą. Ale nie potrafię się powstrzymać. Oto moja historia. Opowieść o mojej nieszczęśliwej miłości.
"Trzeba stawić czoła swoim demonom, bo nigdy nie jest się naprawdę wolnym, dopóki się tego nie zrobi"
Catherine to kobieta, która wyszła za mąż za miłość swojego życia. Zakochała się w Benie już na studiach i liczyła na to, że stworzy z nim kochającą się rodzinę. Niestety życie potrafi być bardzo okrutne. Już trzy razy poroniła i nic nie zapowiada tego, że mogłoby być inaczej. To zmienia ją w skorupę kobiety, którą kiedyś była. Nie potrafi już patrzeć na męża tak jak wcześniej. Wciąż go kocha, ale zbyt wiele zaczęło ich różnić. Skrywa w swoim sercu rysy, których Ben nie potrafi uleczyć. Wszystkie te nieszczęścia sprawiły, że zaczęli się od siebie odsuwać, i wtedy na horyzoncie pojawia się Arsen. Młody, przystojny i szaleńczo seksowny. Od samego początku zwraca on uwagę ma Cathy, która wydaje się odporna na jego urok. Jest to dla niego coś nowego, bo kobiety zazwyczaj same 'wskakiwały' mu do łóżka. Postanawia jednak, że się z nią zaprzyjaźni, skoro jak się okazało, mają razem pracować. Niewinny flirt i słodkie docinki zaczynają mu się podobać i wtedy okazuje się, że Catherine znowu jest w ciąży, a jej skrywane obawy wychodzą na światło dzienne.
"Czasem, nawet jeśli trzymasz się kogoś, gdy upadasz, nie unikniesz upadku. Czasem po prostu musisz upaść."
Zacznę od tego, że bardzo spodobał mi się zabieg jaki wprowadziła Mia Asher. W tej książce poznajemy dwie historie miłosne, które całkowicie się od siebie różnią. W pierwszych rozdziałach mamy przeplataną teraźniejszość z przeszłością. Dzięki temu dowiadujemy się jak Cathy poznała Bena i jak się w sobie zakochali. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ możemy poznać ich relację od podszewki. Nie dostajemy małżeństwa, które nie wiadomo dlaczego jest razem. Nie. Wiemy jakie ich relacje były na początku i wiemy jakie są teraz oraz co ich ukształtowało. Czytamy o wszystkich ważnych dla tej pary wydarzeniach. Później, w miarę rozwoju akcji tych rozdziałów już nie ma, a zamiast nich mamy historię Catherine i Arsena. Muszę przyznać, że to ich relacja bardziej mi się spodobała, ale może dlatego, że była zakazana i nietypowa. Możliwe też, że mam dość typowych romansów, w których bohaterowie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, a tak było przy Benie i Cathy.
"Miłość jest nieskończona. Nie ma początku ani końca. Nie ma startu ani mety. Miłość po prostu jest. Miłość rodzi się, rozwija, dojrzewa i czasami umiera. Ale jej wspomnienie zostanie z tobą do końca. Zakochujesz się i odkochujesz. Ale znów będziesz kochać. Zawsze tak jest."
Teraz może powiem co nieco o scenach erotycznych, które były dobre, ale niestety tylko dobre. Nie były jakieś powalające, ale złe też nie były. Na pewno mi się nie dłużyły i czytałam je z zainteresowaniem, ale jest taki etap w książce, że jest ich na prawdę dużo. Powinno być to bardziej rozłożone, a nie wszystko na raz, ale myślę, że ze względu na wątek jaki akurat rozgrywa się w książce, potrafię to zaakceptować. Jeżeli chodzi o sam styl pisania Mii Asher, to jak najbardziej mi się on spodobał. Jest lekki i delikatny, a dzięki temu powieść czyta się na prawdę szybko. Niestety jest nam przy niej potrzebna jedna rzecz. Opakowanie chusteczek higienicznych. Cieszę się, że zawsze podczas czytania biorę je ze sobą, bo moje łóżko pewnie byłoby całe mokre od wylanych łez.
"Kiedy się odkochujesz, to nie znaczy, że przestajesz kogoś kochać. Po prostu ta druga osoba nie sprawia już, że twoje serce bije szybciej. Nie szalejesz na jej punkcie."
Przyznam się, że osobiście nie tego spodziewałam się po tej książce. Myślałam, że to zwykła historia o kobiecie, która zakochała się w mężczyźnie mimo, że ma męża. Dostałam jednak coś całkowicie innego, mocniejszego. Czas ciąży to dla przyszłej mamy najwspanialszy okres w całym jej dotychczasowym życiu szczególnie, gdy dziecko wyczekiwane jest od dawna. Każda z nas chciałaby się nim cieszyć tak mocno, jak tylko się da. Niestety nie wszystkie kobiety mają to szczęście. Jedne nie mogą zajść w ciąże, a inne znowu nie mogą jej donosić. Ta historia pokazuje nam jak potrafi zmienić się kobieta, która straciła swoje dziecko i to nie jedno. Jest to bardzo ważny wątek w książce i cieszę się, że został on poruszony.
"Tęsknota za tobą to choroba, na którą nie ma lekarstwa i która mnie wykańcza."
Arsen to historia o ponownym odkrywaniu siebie. Dzięki niej widzimy, że miłość ma swoje dobre i złe oblicze. Pokazuje, że nawet najbardziej zakochane w sobie osoby mogą stać się dla siebie obce w obliczu tragedii. Czy ją polecam? Bez dwóch zdań. Komu się spodoba? Na pewno osobom, które lubią trochę popłakać nad lekturą. Trafi do fanów romansów, ale nie tylko. Jest dobra dla czytelników, którzy mają ochotę na coś lżejszego z mocnym przekazem. Starałam się żeby recenzja nie zawierała za dużo spoilerów i mam nadzieję, że mi się to udało. Zachęcam do przeczytania Arsen!
Ocena: 9,5/10
"Zostawiam swoje słońce za sobą i witam się z ciemnością przebraną za wolność. "
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szósty zmysł.
Komentarze
Prześlij komentarz