
Autor: Corinne Michaels
Cykl: Consolation Duet
Tom: 2
Wydawnictwo: Szósty zmysł
Premiera: 05.12.2017 r.
RECENZJA ZAWIERA SPOILERY DO PIERWSZEJ CZĘŚCI!
Druga część bestsellerowej powieści "Consolation". Poruszająca historia, którą pokochały tysiące czytelniczek! Jeżeli myślisz, że zakończenie "Consolation" zwalało z nóg, przeczytaj "Conviction" i przekonaj się, że Corinne Michaels jest w stanie dostarczyć jeszcze większych emocji i zaskoczeń! Druga część duetu "Consolation" rozdziera serce, wzrusza i zachwyca, czyniąc tę literacką przygodę niezapomnianą i zapierającą dech w piersi. Po raz kolejny autorka złamie ci serce. Ale czy poskłada je na nowo? "Zakochałam się w Liamie tylko po to, aby moje serce znów pękło na milion kawałków. Paraliżuje mnie świadomość życia bez niego, ale rzeczywistość wygląda tak, że odszedł. On tego nie rozumie, a ja nie mogę go do niczego zmusić. Gdyby tylko dostrzegł pewność kryjącą się za moimi słowami... Wtedy nadal bylibyśmy razem".
"Kochać kogoś oznacza bycie bezinteresownym i chęć zrezygnowania z własnych potrzeb dla drugiej połówki. To zachowanie szlachetnej postawy w obliczu świadomości, że całkowicie zniszczy to twój świat – tak jak odejście."
Aaron wrócił. Wrócił i nic nie może być takie jak wcześniej. Catherine myślała, że znalazła swoje szczęśliwe zakończenie u boku Liama. Pozbierała się już po śmierci męża i chciała żyć dalej, ale on nieoczekiwanie wraca. Nie zmarł, ale był przetrzymywany przez wroga i nie jest już tym samym człowiekiem co wcześniej. Aaron robił wszystko żeby wrócić do domu, do swojej rodziny, ale po roku czasu nic już nie jest takie jak wcześniej. Jego żona związała się z jego najlepszym przyjacielem. W dodatku dowiedziała się ona o zdradzie, której dopuścił się przed "śmiercią" i nie może mu jej wybaczyć. Catherine bardzo się zmieniła od początków tej serii. Nie jest już rozpaczającą i nie wiedzącą co ze sobą zrobić wdową, ale pewną siebie i zdecydowaną co do swojej przyszłości kobietą. Ponowne pojawienie się jej męża wiele komplikuje, ale wie, że to Liam jest mężczyzną, z którym chce spędzić resztę swojego życia, tyle, że to nie będzie takie łatwe. Liam wie, że kocha Cathy i chciałby razem z nią tworzyć swoją przyszłość. Jednak wieść o tym, że jego najlepszy przyjaciel wcale nie umarł, jest dla niego wielkim ciosem, dlatego postanawia usunąć się w cień i dać małżeństwu szansę na naprawienie błędów z przeszłości. Zwłaszcza, że Aaron chce walczyć o swoją rodzinę do samego końca.
"Czasami słowo „przepraszam” nie naprawi wyrządzonych krzywd. Czasami ból jest tak dojmujący, że żadne słowa nie uleczą zadanych ran."
Gdy skończyłam czytać "Consolation", nie mogłam się doczekać aż w moje ręce trafi "Conviction". Byłam ciekawa jak dalej potoczą się losy głównych bohaterów zwłaszcza, że zakończenie było dla mnie takie zaskakujące. No i niestety muszę przyznać, że trochę się zawiodłam. Niespodziewane zwroty akcji, niewiedza, co stanie się dalej i masa emocji, czyli to, co tak bardzo pokochałam w pierwszej części, tutaj zamieniło się w typowy romans, w którym występuje trójkąt miłosny. Corinne Michaels chciała dobrze, ale nie najlepiej jej to wyszło. Myślałam, że pojawienie się Aarona sprawi, że ta historia miłosna będzie jeszcze trudniejsza, że główna bohaterka będzie niezdecydowana, a było jakoś tak prosto. Cathy wie czego chce i mogłaby mieć to już od początku pojawienia się jej męża, ale z Liama zrobiły się ciepłe kluchy i zamiast walczyć o to co kocha, to postanawia uciekać jak tchórzliwy nastolatek. Dopiero pod koniec zrobiło się dla mnie bardziej ciekawie i to uratowało całą historię. Aaron był dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam w pierwszej części. Chce odzyskać swoją rodzinę, ale co chwilę wymyśla nowe kłamstwa chcąc zamydlić oczy Cathy piękną gadką, ale zaczyna się w nich gubić i sam już chyba nie wie co jest prawdą, a co kłamstwem.
"Nadzieja nie jest gwarancją spełnienia marzeń. Nie odmalowuje pięknych wizji i nie przynosi ulgi. To coś, czego czepiamy się kurczowo, gdy potrzebujemy powodu, w który możemy wierzyć."
Mimo wszystko w dalszym ciągu kocham parę jaką jest Catherine i Liam. Ich po prostu nie da się nie uwielbiać. Może czasami wydawali się dla mnie za słodcy, ale i tak zajmują duże miejsce w moim sercu. Ich historia w drugiej części może się wydawać trochę naiwna, ale porusza pewne struny w duszy, dzięki którym robi nam się jakoś lepiej i mamy ochotę uśmiechać się jak głupi do sera. Dostajemy tutaj na pewno więcej humoru, którym autorka nadrabia brak łez, które towarzyszyły nam tak często przy "Consolation". Jest to dobra kontynuacja tej serii, ale niestety nic więcej. Nie chwyta aż tak bardzo za serca, nie sprawia, że mamy ochotę rwać włosy z głowy i zastanawiać się co będzie dalej. Jednak na pewno będę miło ją wspominać i w przyszłości bardzo chętnie do niej wrócę. Corinne Michaels pisze bardzo dobrze i mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli poznać więcej twórczości spod jej pióra.
Ocena: 7,5/10
"Kochanie cię nigdy nie było problemem, tylko zatrzymanie
cię przy sobie, choć do mnie nie należysz."
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szósty zmysł
Muszę sięgnąć kiedyś po tę serię, bo widzę, że to zdecydowanie moje klimaty! Nawet jeśli aż tak nie chwyta na serce - grunt, by było romantycznie. :D
OdpowiedzUsuńNaD okładkę :)